Blog!

Avatar

#26 "Sercem, myślą, czynem..."

 

Mike siedział w samochodzie i patrzył się na lusterko, w którym odbijała się czarnowłosa. Wszyscy już dawno wysiedli z auta.
- Jacke… - Powiedział to ckliwym tonem, sprawiając tym samym, że dziewczyna otworzyła drzwi i wysiadła, lecz on wyszedł zaraz za nią by ją złapać. Jego dotyk sparaliżował całe jej ciało. Przełknęła ślinę, nienawidziła takich sytuacji. Zamknęła oczy modląc się o powrót do tych podziemnych korytarzy pełnych zdziczałych likantropów. - Muszę ci w końcu coś powiedzieć. – Zwolnił uścisk podchodząc do niej, jednocześnie, by stanąć pomiędzy nią, a wejściowymi drzwiami. Wiatr wzmógł się ponownie, zagłuszając dziewczynie, świstem, bicie jej własnego serca. – Tak bardzo się o ciebie bałem. Znając twoje zdolności, bałem się i to cholernie. Nie wiedziałem dlaczego, zrozumiałem. Bałem się, ze zostaniesz mi odebrana. – Dziewczyna w tym momencie zacisnęła pięści. Spojrzała na niego nienawistnie.
- Najpierw trzeba coś mieć żeby mogło to zostać odebrane, nieprawdaż?! – Spytała patrząc mu się prosto w oczy.
- Nie rozumiesz? Ja zawsze będę cię pragnął. Kocham cię odkąd cię pierwszy raz zobaczyłem. Wiem też, że nie jestem ci obojętny… - Stanął pewnie i patrzył oczekując na jej reakcję. – I chciałbym wiedzieć czym ten knypek zasłużył sobie na to wszystko co się dzieje z tobą gdy go widzisz. – Popatrzyła się na niego jak jakiś karcony uczeń na swego mistrza. Po chwili wyprostowała się stając dumnie.
- Chcesz wiedzieć? Chodź. – Minęła go i weszła do domu. Szedł za nią przez korytarz do salonu. Była tam zebrana większość ich kompanów. Brakowało jedynie Chad’a, Kathy i Tylor’a. Zero spojrzał na Jacke zmierzająca w jego stronę. Siedział w rogu kanapy, a obok niego siedział James. Wszyscy słuchali opowieści Alexa, który teraz zaniemówił. Mike stanął w progu i patrzył jak dziewczyna oparła obie ręce o oparcie kanapy po bokach szyi Zero, on podniósł ramiona i patrzył na nią dość zszokowany. Po chwili Mike widział jak dziewczyna wpija mu się namiętnie w usta, James niemal nie usiadł Lily na kolanach, która siedziała obok niego. Wszyscy patrzyli się na nich zszokowani. Sam delikwent był trochę zdezorientowany i zawstydzony.
- Przybyłam na opo…- Do salonu wtargnęła zadowolona i zaciekawiona Kathy. Rudowłosa zaniemówiła jednak przez ten zacny widok. Stała i gapiła się na nich jak reszta. Jednak jako obeznana fanatyczka komedii romantycznych, po chwili, była wstanie spojrzeć gdzie indziej. Mianowicie na Mike’a stojącego w progu, z drżącymi, ze wściekłości, dłońmi. Nie wytrzymał dłużej i wyszedł trzaskając drzwiami, „budząc” przy tym wszystkich oniemiałych. Dziewczyna na ten znak oderwała się od chłopaka. Niemal cały zalany potem patrzył na nią oddychając ciężko.
- Przepraszam. – Zaczesała dłonią grzywkę do tyłu i wstała by za chwilę zniknąć za drzwiami pokoju.
- Rany… też tak chce. – Stwierdził siedzący naprzeciw Zero, Alex. Za chwilę został zgnębiony przez samego jasnowłosego jednym, mrożącym krew w żyłach, spojrzeniem.
- Nie no w sumie ma lepszą metodę leczenia od ciebie Kath... – Stwierdził James by za chwilę wstać z kanapy w ramach ucieczki przed spojrzeniem „pacjenta”. Po chwili dostał w głowę z otwartej dłoni od piegowatej. A łowca wstał i poszedł do pokoju czarnowłosej. Stał z plecami opartymi o zamknięte drzwi. Przed nim, piękna, zgrabna, ubrana jedynie w zapiętą na zaledwie dwa guziki, białą koszulę i bieliznę. Stał tak i patrzył na nią nie mogąc wydobyć z siebie żadnego dźwięku.
- Zero? – Pomachała w jego stronę nie będąc pewną czy to naprawdę on czy to tylko nieruchoma zjawa.
- Co to miało być? – Spytał przyprawiając ją o wielkie zakłopotanie. „Może pod łóżko? Wiem! Przez okno!” Plan ucieczki był dość marny i mógł zakończyć się wielkim niepowodzeniem. Miała ochotę odwrócić się i nic nie powiedzieć, ale wiedziała żen iedałby jej spokoju.
- Ale co? – Spytała całkiem poważnie. On tylko podszedł do niej tak gwałtownie, że aż wampirzyca wylądowała na łóżku. Gdy otworzyła oczy zauważyła jak oparty na rękach wisi nad nią, ona leży tułowiem na materacu, a jej nogi ciągle znajdowały się na chłodnej podłodze. Ściągnęła koszulę na uda unikając jego spojrzenia, lecz po chwili uniosła wzrok i zatraciła się…
- Czemu mi to robisz? – Leżała wpatrując się w jego blado fioletowe oczy. Cudne, ozdobione jej własnym odbiciem. Serce dziewczyny na ich widok zabiło gwałtowniej i szybciej. Czuła jego oddech na wargach, jego włosy delikatnie opierały się o jej czoło.
- Ja… Nie wiem… - Wydukała wreszcie z siebie te marne zdanie. Położyła mu rękę na piersi by trochę się odsunął lecz on nie ustąpił. Poczuła natomiast bicie jego serca, mocne i gwałtowne. Jej dłoń spoczywała na wyrzeźbionej klatce, którą ukazywała niedopięta koszula.
- Nie wytrzymam kolejnego razu. Błagam… Wyjaśnijmy to… - Złapał ją za rękę i pokierował w stronę ust. Mocno przycisnął do dolnej wargi i szarpnął, a jej paznokieć rozciął delikatną tkankę. Lecz gdy zbliżył się ona zasłoniła jego usta dłonią odwracając wzrok. „Ale ja chcę wiedzieć…” Wyczytała z jego myśli, po czym poczuła jak jego kły wbijają się w jej dłoń. Ciepłe osocza spływały po przedramieniu. Jego wargi przywarły do jej dłoni. Nigdy wcześniej nie było to dla niej tak…przyjemne. Nietrwało to jednak długo, zabrała dłoń po niemal dwóch łykach.
- Byłeś marionetką. Rozumiesz? Mike musiał się ode mnie w końcu odczepić. – Zasłoniła się maską, wrednej i podłej wampirzycy. Dbającej jedynie o własny interes, pełna cech, których jasnowłosy nienawidził w wampirach. Zaczął prostować się patrząc na nią oczyma pełnymi nienawiści. Lecz to co stracił mdlejąc w rękach wilkołaka właśnie do niego dotarło, wraz z krwią Jacke. Nagle powalił dziewczynę z powrotem na łóżko, choć stała już prosto na nogach.
- W takim razie czemu akurat moje imię zabrzmiało w jaskini, TWOIM głosem?! – Podkreślając przedostatni wyraz wiedział, że to był dobry ruch. Czarnowłosa patrzyła się na niego zszokowana. – Nie powiesz? W takim razie powiedz czemu moje cierpienie cię przebudziło? Też nie wiesz? – Nie dając jej szansy odpowiedzieć kontynuował. – Fakt,  po co odpowiadać skoro oboje znamy odpowiedź?! – Puścił ją i usiadł na krawędzi łóżka z twarzą ukrytą w dłoniach.
- Sam wiesz, że to nie jest takie proste. Moja moc bierze się z nienawiści, nienawiści w moim sercu. – Usiadła obok niego zasłaniając uda koszulą.
- To nie może być prawdą... Ja nie… – Urwał po czym spojrzał na nią i złapał ją za dłoń.
- Czujesz się samotny i darzysz się taką samą nienawiścią co ja względem siebie. Mimo widocznych różnic, jesteśmy bardzo podobni. – Powiedziała zanim zdążył otworzyć ponownie usta. Patrzyła na niego, a ten wodził wzrokiem po jej ciele szukając odpowiedzi.
- Więc nie jesteś pełna nienawiści. – Wstał i ruszył do drzwi. – Dlatego nie chce cię ranić. – Po czym wyszedł zostawiając ją samą, ściskającą dłoń, na której znajduje się jego krew. Nie wiedziała co tak naprawdę tkwi w jej wampirzym sercu, nie mogła kochać, czarnokrwiści czerpią siłę z nienawiści, lecz jak wytłumaczyć łomot serca gdy tylko widzi jego oczy? Zerwała się z łóżka podbiegła i złapała za złotą klamkę.
- Zero? – Omal nie dostał drzwiami gdy te rozchyliły się gwałtownie. Salon opustoszał lecz ona i tak wciągnęła go za koszulę z powrotem do pokoju. – Chcę być przy tobie… - Słysząc to podszedł do niej i przygwoździł do ściany trzymając za nadgarstki. Dziewczyna nie opierała się ani trochę, patrzyła się na niego z lekko rozchylonymi ustami.
- Dziękuję. – Powiedział z ustami już na jej ustach muskając je delikatnie. Pod czarnowłosą ugięły się kolana, a on szybko podparł ją na ręku i ułożył na łóżku wpatrując się namiętnie w jej oczy. Ona jego szyję i przyciągnęła by móc w pełni wyperswadować mu swe pragnienia. Zrozumiała, iż teraz dla niego nie liczy się nikt inny tylko ona. Czerń i biel ich włosów wymieszały się na szkarłatnym prześcieradle. Jej szyja została wystawiona na próbę wielu pocałunków, często przeradzających się w delikatne ugryzienia, przyprawiające ją o dreszcze i ciche jęknięcia. Jego ręce wędrowały po jej ciele w jedną i drugą stronę paręnaście razy, przy okazji rozpinając jej koszulę. Ona nie pozostawała mu dłużna, pozbawiając go wpierw wszystkich guzików w koszuli pieściła go po wyrzeźbionej sylwetce.
- Fakt, leczysz lepiej niż jakaś tam Kathy. – Powiedział w przerwie pomiędzy pocałunkami. Ona uśmiechnęła się i głaszcząc go po twarzy nagle cmoknęła szybko, zadziornie. Po czym obróciła ich o 180 stopni i chciała spełznąć na podłogę lecz on złapał ją za kostkę i przyciągnął do siebie, kierując nogę ku górze, gdy była wystarczająco blisko.
- Teraz cię nie wypuszczę tak szybko. – Uśmiechnął się zniewalająco i wpił się namiętnie w jej usta. Dziewczyna objęła go łydką. Wreszcie czuł kogoś przy sobie. Uczucie samotności zniknęło. Uświadomił sobie, iż zrobi wszystko by została przy nim, do końca, jego końca.
- Trzymaj mnie…proszę. – Powiedziała wtulając się niespodziewanie w niego. „Więc jestem komuś potrzebny” uśmiechnął się i objął ją ramionami. Ich ciała nie dzieliła żadna przestrzeń, miękkość i delikatność skóry dziewczyny wzniecała podniecenie. Z trudem udało mu się pohamować i nie zedrzeć bielizny z  cudownego ciała.
- Nie wiem co bym zrobił gdybyś nie wyszła z tego wszystkiego cała. - Uścisnął ją mocniej zamykając oczy. Zawładnęła jego sercem, myślą, czynem. Siedzieli tak przez dłuższą chwilę, wtuleni w siebie. – Ale nie rozumiem, czemu tak nagle…? – Spojrzał na nią i domyślił się. – Mike?! – Oburzył się.
- Zadał pytanie, dostał odpowiedź… - Odpowiedziała niejasno lecz chłopak tak naprawdę nie martwił się tym teraz. Cieszył się tą chwilą. Półmrok panujący w pokoju uspokajał ich, a uczucie bliskości sprawiało, iż czuli się wspaniale. Tymczasem w kuchni po „konferencji” z nowym znajomym Lily, wystartowały zawody  w siłowaniu na rękę. Brązowowłosej jednak nie było na miejscu, wyszła szukać Mike’a chcąc dowiedzieć się co skłoniło Jacke do takiego posunięcia.
- Jimmy! Jimmy! – Wszyscy łowcy kibicowali swemu kompanowi w walce z Alexem, który pokonał już prawie wszystkich zgromadzonych. Nie wyglądał ani trochę na zmęczonego, podczas gdy każdy z jego przeciwników wyciskał z siebie siódme poty. Wampirza cząstka blondyna, jeszcze nie do końca wygasła i pomogła mu odrobinę. Lecz i tak wszystko skończyło się fiaskiem. Ramię blondyna uderzyło o blat stołu.
- Kurczę tak blisko! – Krzyknęła podekscytowana Kathy.
- Aj! Nasze imię łowców zostało zbezczeszczone!  - Dramatyzował Chad padając na kolana i teatralnie ukazując smutek.
- Kaname pokaż na co cię stać! – Rudowłosa zaczęła drażnić się z czysto-krwistym, który czuł do tego wielką niechęć.
- E! Nie pójdzie, boi się. – Stwierdził Chad udając wielce obrażonego. Omijając szerokim łukiem spojrzenie Kaname spojrzał na czarnowłosego, ten wzruszył ramionami.
- Niech będzie. – Wampir podniósł się ze swego miejsca i usiadł naprzeciwko zielonookiego. Po chwili pojedynek ruszył. Dość wyrównany, co mocno zdziwiło nieumarłego. Nagle, z pokoju Jacke, wybiegła jego właścicielka, w długich spodniach, koszuli i co najdziwniejsze z bronią w ręku. Lufę skierowała wprost w skroń Alexa.
- Puść go… - Syknęła patrząc na niego niczym kat na swą ofiarę…

Powrót

Komentarze

Nie dodano jeszcze żadnego komentarza.

Tylko zarejestrowani i zalogowani użytkownicy mogą dodawać komentarze.